„Korytarze” wiodą przez dom pełen luster, książek, ogrodów, mitów i cudzych głosów, ale najwięcej dzieje się tutaj pomiędzy słowami. Język raz próbuje uporządkować świat, za chwilę sam zaczyna się plątać, powtarzać i podważać własne znaczenia. Pod warstwami erudycji i gier wyobraźni stale czuć tu coś bardzo prostego: lęk przed przemijaniem, potrzebę dotknięcia rzeczywistości i podejrzenie, że każde jej nazwanie trochę ją fałszuje.
Jest w tych wierszach zachwyt nad sztuką, ale także nieufność wobec jej gestów, póz i wielkich słów.
Autor „chodzi po kulturze” jak po starym domu – zagląda do kolejnych pomieszczeń, przestawia przedmioty, otwiera drzwi, czasem gasi światło. A korytarz ciągnie się dalej i dalej, chyba w nieskończoność...